wtorek, 15 stycznia 2013

Rozdział piąty- ostatni

                                                                   "Epilog"
 3 miesiące później

     Ostatnie trzy miesiące ciąży Zlatan nosił mnie na rękach i spełniał każą, nawet najgłupszą z moich zachcianek. Pewnego wieczora leżał wykończony po meczu PSG z Chelsea , gdy obudziłam go energicznym szarpaniem.
- Zlatan... Zlatan kochanie obudź się!
Zerwał się stając przy łóżku niemal na baczność, jego kruczoczarne włosy sterczały we wszystkich kierunkach. Zawsze tak było, gdy mył je przed snem i zasnął nie zawiązawszy ich gumką.
- Co się stało?! Kochanie czy to już?!- spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem.
- Nie, ale jestem okropnie głodna. Mógłbyś przynieść mi pierogi ruskie?- zapytałam uśmiechając się do niego. Na jego twarzy wymalowała się ulga.
Uwielbiałam pierogi ruskie a tylko dwie knajpy w Paryżu potrafiły je zrobić tak jak lubiłam.
Mój narzeczony(tak zaręczyliśmy się, ale nie będę wam mówić gdzie, podpowiem że było to miejsce do którego miałam już nigdy nie wejść) popędził do polskiej dzielnicy błagać kucharza żeby o drugiej w nocy ugotował mu mój ulubiony specjał.
Za to go kochałam. Nie był ideałem, bo tacy ludzie nie istnieją. Przez trzy miesiące naszego wspólnego mieszkania odkryłam wiele jego wad. Był niezwykle wybuchowym człowiekiem, rozwalał po mieszkaniu brudne ubrania a jego torba treningowa mogła stać na środku salonu i zaśmierdnąć, gdyby nie moje interwencje.
Nie lubił się także z Hugiem, który notorycznie obsikiwał pozostawione samopas części garderoby Zlatana.
Nasze życie było idealnie niepoukładane.
     Kilka dni po mojej nocnej wyżerce zaczęłam rodzić. Zlatan postawił na nogi pół kliniki, sam na przemian krzycząc i blednąc. Nasze matki nie zdążyły przyjechać na czas, ale pojawiły się dwadzieścia cztery godziny później gdy lekarz oznajmił przerażonemu Ibrahimoviciowi, że został ojcem ślicznej córeczki.
Pielęgniarka wprowadziła Zlatana do sali gdzie leżałam, był bladziutki, ale gdy pierwszy raz wziął Vesnę na ręce zakochał się od razu.
Mała dostała imię po jego prababci na pamiątkę jego bałkańskich korzeni.
Dziewięć miesięcy później.

    Ostatnim akcentem mojej i Zlatana historii niech będzie opis naszej podróży poślubnej.
Wzięliśmy w końcu skromny ślub w mojej rodzinnej miejscowości. Przyjęcie dla znajomych wyprawimy jak tylko wrócimy z wakacji. Właśnie leżę na łóżku w pokoju rozświetlonym przez jukatańskie słońce. Tak jestem w moim ukochanym Meksyku, który ujął mnie zanim jeszcze go ujrzałam. Mała śpi w kołysce a Zlatan poszedł po coś do picia. firanki falują unoszone przez łagodne podmuchy wiatru.
Wczoraj kochaliśmy się w słońcu tak jak to sobie obiecywaliśmy. Może to zabrzmi głupio, ale najbardziej lubimy to robić w ciemnościach. Mamy jakieś wspomnienia z tej przeklętej windy.
Mam nadzieję, że będziemy żyli długo i szczęśliwie zdala od katastrof windowych.
                                                                      Amelie
PS. Tutaj Zlatan! Miałem ochotę nazwać naszą pociechę Winda, ale Amelie się nie zgodziła. :D
                                                                  Koniec
___________________________________________________________________________
Dobrnęłyście do końca mojego pierwszego pięciopartu. Dziękuję Wam za komentarze i wiele ciepłych słów. Każdy gest sympatii jest dla mnie niezwykle motywujący i przypomina mi dlaczego właściwie uwielbiam pisać :D

Żegnamy się ze Zlatanem i Amelie, ale mam dla Was niespodziankę. Dzisiaj powstał pierwszy rozdział mojego nowego opowiadania. Jest nazwany pięciopartem, ale nie wykluczam że może być ciut dłuższy. Temat jest dość skomplikowany. Jak zwykle miałam przed senną wizję i wprost musiałam przelać to do Worda.
Zapraszam Was serdecznie na opowiadanie
El santo in fierno!
W rolach głównych Iker Casillas i Xabi Alonso!
                                                                                  Buziaki Fiolka :*

16 komentarzy:

  1. Już koniec? Szkoooda, lubię czytać o Zlatanku :DDD Ale dobrze, że Amelcia nie dała mu nazwać małej Winda, hehe :D I cieszę się już na następne opko, lubię Ikerka, a Xabiś jest taki sexy, że jej. Na pewno będę czytać!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że to już koniec. :(
    Ale opowiadanie było świetne. :D Cieszę się, że Zlatan i Amelie są szczęśliwi. :D
    Postscriptum mnie rozwaliło. :D
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

  3. To było świetne! Szkoda, że już koniec... Ale jest pierwszy rozdział nowego opowiadania, wię zabieram się do czytania :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak jak lubię jak wszystko się ładnie, pięknie kończy :) Chociaż to opowiadanie było krótkie to zdążyłam się zżyć z bohaterami. Wpis Zlatana jest najlepszy, powala na łopatki :D zabieram się za nowe opowiadanie. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Krótkie , krótkie , strasznie krótkie opowiadanie...
    Ale skończyło się dobrze i się z tego cieszę
    Zlatan jest świetny :D
    haha

    OdpowiedzUsuń
  6. hahahahahahhahahahah ja przepraszam, wszystko pięknie, wręcz idealnie! ale ostatnie zdanie wprowadziło mnie w głupawkę, cieszę twarz do monitora i nawet nie wiem co napisać. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety wszystko nadrobiłam dopiero teraz i nieco żałuję, że niestety to tylko pięciopart. Muszę przyznać, ze na samym początku wcale nie obstawiałam happy endu, zwłaszcza z dzieckiem w roli głównej! Przynajmniej polubiłam dzięki tobie choć odrobinę Zlatana. Pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam takie pozytywne zakończenia, choć ja sama takowych nie preferuję. Wzięli ślub i spodziewają się dziecka. Czy mogło spotkać ich coś lepszego w życiu? Pozazdrościć.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aww... Jak słodko :) Śliczny rozdział :) A dopisek Zlatana po prostu rozwalił! W chwili wolnego czasu zajmę się Twoim następnym opowiadaniem, a tymczasem zapraszam do mnie na nowy rozdział: http://this-complicated-life.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nadrobiłam, wszystko, wszyściuteńko!
    Pierwszy raz czytałam coś takiego i muszę przyznać, że jestem oczarowana! Czy następne Twoje opowiadania będą w podobnym stylu?
    Uwielbiam historię Zlatana i Amelie, uwielbiam nawet ten happy end, chociaż stawiałam na coś ostrzejszego, że tak powiem. Cholernie podoba mi się, że to opowiadanie jest tak proste, bez tłumu przewijających się postaci, a jednocześnie tak cudownie wszystko się ze sobą łączy. Szkoda, szkoda, że to już koniec ;(
    Twój blog ląduje na liście moich ulubionych, a ja już lecę na nowy, bo dosłownie zakochałam się w Twoim stylu! Pisz dalej i częściej!
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeej! <3
    Cała historia zakończyła się Happy Endem (chociaż przyznam, że była zbyt krótka ;C). Chciałabym zobaczyć tego bladego Zlatana, który krzyczy w szpitalu ahahha :D No i ostatnie zdanie wprowadza radosny nastrój ;)
    Opowiadanie było wspaniałe, a odcinki z dodatkiem pikanterii wprost cudowne!
    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne zakończenie! Genialna historia. No ale nazwać dziecko Winda to by było baaardzo dziwne. No ale ważne , ze są razem :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo podobała mi się ta historia. Cieszę się, że wszystko dobrze się zakończyło i Zlatan i Amelie odnaleźli się :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przybyłam z niezwykłym opóźnieniem. Przepraszam i proszę o wybaczenie.
    W bardzo ładny sposób pokazałaś zakończenie. Stworzyłaś w tym epilogu naprawdę cudne obrazki, które ja osobiście normalnie widziałam przed oczami.Widać, że przeznaczeni byli sobie, mimo że winda w jakiś sposób IM w tym pomogła :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. hahha, przeczytałam od początku, ale ten dopisek Zlatana rozbawił mnie . Choć to tylko 5-rozdziałowe cudo to i tak mi się dobrze czytało :D
    http://canyouhearme-thewanted.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Takie jakieś prawie roczne opóźnienie ale super !! Świetny pomysł ! Kocham twoje blogi kobieto !!

    OdpowiedzUsuń